Co dalej ze Śląskiem Wrocław? „Chodziło o to, żeby radni klepnęli kolejne pieniądze”
W sobotniej rozmowie na antenie Echo 24 radny miejski Wrocławia Piotr Uhle (Klub Naprawmy Przyszłość) odniósł się do najgorętszego dziś tematu wrocławskiej debaty publicznej – sytuacji finansowej Śląska Wrocław i decyzji Rady Miejskiej o przekazaniu kolejnych 30 milionów złotych miejskiego wsparcia dla klubu. W sumie w ciągu kilku tygodni do spółki trafiło 45 milionów złotych. Jak podkreślił radny, problem nie sprowadza się wyłącznie do pieniędzy. „Nie chodziło o to, żeby poważnie porozmawiać o Śląsku. Chodziło o to, żeby radni klepnęli kolejne pieniądze bez zadawania zbędnych pytań” – powiedział wprost na antenie.
Polityczne tło i odpowiedzialność za decyzje
Rozmowa rozpoczęła się od pytania o sytuację w Koalicji Obywatelskiej we Wrocławiu, ale szybko zeszła na temat odpowiedzialności za decyzje finansowe dotyczące miejskich spółek. Piotr Uhle wskazywał, że wśród polityków pojawiają się nazwiska osób, które „żyrowały władzę skompromitowaną zarzutami” i wspierały kolejne decyzje o dofinansowaniu Śląska bez przedstawienia rzetelnego planu naprawczego.
Zdaniem radnego problemem jest systemowe rozmycie odpowiedzialności: -To nie jest tak, że jeżeli odpowiedzialność jest rozproszona, to znaczy, że nikt nie odpowiada. Uhle zwracał uwagę, że radni – podejmując decyzję o przekazaniu 30 milionów złotych – nie mieli dostępu do pełnych dokumentów źródłowych ani do szczegółowej analizy finansowej.
Raport o Śląsku – za późno i bez pełnej jawności
Kluczowym wątkiem rozmowy był opublikowany raport dotyczący sytuacji finansowej Śląska Wrocław. Dokument liczy ponad 80 stron i powstał na bazie audytu. Radny podkreślił jednak, że raport powinien być dostępny w Biuletynie Informacji Publicznej, a nie „objawiać się” za pośrednictwem mediów czy pojedynczych radnych. - Radni decyzję o przyznaniu kolejnych trzydziestu milionów złotych podejmowali bez możliwości zapoznania się z nim. Zdaniem Uhlego publikacja raportu przed głosowaniem mogłaby nie zmienić wyniku politycznego, ale zmieniłaby jakość debaty publicznej. Mieszkańcy mieliby możliwość ocenić, czy przedstawiony plan rzeczywiście nosi znamiona programu naprawczego.
Klub na „miejskiej kroplówce”
W ciągu ostatnich tygodni do klubu trafiło 45 milionów złotych. W latach 2021–2024 – jak przypomniał radny – niemal 100 milionów złotych z budżetu miasta i miejskich spółek zasiliło Śląsk Wrocław.
Uhle nie kwestionuje potrzeby ratowania klubu w sytuacji kryzysowej, ale podkreśla, że właściciel – w tym przypadku miasto – powinien wymagać konkretów - analizy źródeł problemów finansowych, planu restrukturyzacji kosztów, prognoz przychodów (sponsoring, merchandising, sprzedaż biletów) i jasnych scenariuszy na wypadek braku awansu. - Jeżeli prezes spółki przychodzi do właściciela prywatnego z prośbą o kasę, to czy ta kasa będzie dana na ładne oczy? Czy właściciel oczekuje analizy? - dodał radny.
Koszty administracyjne i nadzór właścicielski
Jednym z najbardziej niepokojących wątków – zdaniem radnego – są proporcje wydatków. W kluczowych momentach koszty wynagrodzeń sięgały 135% przychodów spółki. Rosły koszty administracyjne, podczas gdy wydatki stricte sportowe nie rosły proporcjonalnie. Uhle wskazał również na kwestię nadzoru właścicielskiego – roli rady nadzorczej i urzędników odpowiedzialnych za kontrolę spółki. - Jeżeli nie wyczyścimy tego do spodu, nie dość, że nie uzdrowimy sytuacji w klubie, to pożegnamy się z jakimikolwiek marzeniami o prywatyzacji. Radny przypomniał, że wcześniej wnioskował o powołanie specjalnej komisji do zbadania sytuacji w klubie, jednak wniosek został odrzucony.
Szantaż emocjonalny wobec radnych?
W trakcie rozmowy padło pytanie: co by się stało, gdyby radni nie przegłosowali 30 milionów złotych? Uhle przyznał, że klub mógłby znaleźć się w sytuacji upadłościowej, ale jednocześnie wskazał, że radni zostali postawieni pod ścianą. - Czy to jest wina radnych, że traktuje się ich jak osoby, które można poddać szantażowi emocjonalnemu i w ciemno, w dniu głosowania, wrzutką, każe im się decydować? Zdaniem radnego należało wyodrębnić kwotę niezbędną „na już” – np. 2–3 miliony złotych – a następnie w ciągu tygodnia przeprowadzić pełną debatę z dokumentami źródłowymi.
Finansowanie przez miejskie spółki
Śląsk Wrocław był finansowany przez miejskie spółki, m.in. Port Lotniczy, MPWiK, Stadion Wrocław, Aquapark czy Zoo. Uhle przyznał, że analizował umowę pomiędzy Zoo a klubem i ma wątpliwości, czy świadczenia reklamowe były warte przekazywanych środków. - Jeżeli sobie porównamy ilość osób, które przychodzi na mecze Śląska, i ilość gości zoo, to zastanówmy się, kto kogo realnie promuje. Radny podkreślił, że nie prowadzono systematycznej ewaluacji efektywności tych umów – nie analizowano realnej ekspozycji marki ani wartości reklamowej.
Dzień świstaka czy plan odbudowy?
Na pytanie „co dalej?” Piotr Uhle zaproponował rozwiązanie wykraczające poza bieżącą walkę polityczną – pakt na rzecz odbudowy i prywatyzacji Śląska Wrocław.
Zakładałby on:
-
wyjęcie klubu z bieżącej „młócki politycznej”,
-
przyjęcie mierzalnego programu naprawczego,
-
regularną ocenę efektów (koszty, przychody, sprzedaż, sponsoring),
-
przygotowanie do realnej prywatyzacji w perspektywie 2–4 lat.
Radny przypomniał, że w czasach mistrzostwa Polski administracja klubu liczyła 15 osób, podczas gdy w momencie spadku do I ligi – 44 osoby. - Musimy odpowiedzieć sobie, czy to jest odpowiednia proporcja - dodał samorządowiec.
Kluczowa rola kontroli i raportu NIK
Na koniec rozmowy Uhle wskazał na oczekiwany raport Najwyższej Izby Kontroli, który ma objąć również miejskie spółki finansujące klub. Jego zdaniem dopiero pełna kontrola i ujawnienie dokumentów źródłowych pozwolą dojść do rzeczywistych przyczyn kryzysu. - Jeżeli nie dojdziemy do źródeł tych problemów, będziemy mieli kolejny i kolejny dzień świstaka - dodał Uhle.
Odpowiedzialność przed mieszkańcami
Decyzja o przekazaniu 45 milionów złotych w niecałe dwa miesiące już zapadła. Jak podkreślił Piotr Uhle, odpowiedzialność radnych ma przede wszystkim charakter polityczny – ale nie można wykluczyć również innych konsekwencji, jeśli okaże się, że decyzje zapadały bez rzetelnej analizy finansowej. Kluczowe pozostają jawność, dokumenty źródłowe i uczciwa debata. Bez tego Wrocław może wracać do tego samego problemu w kolejnych sezonach.
Raport Grant Thornton obnaża finanse Śląska Wrocław. Cztery lata życia na kredyt z pieniędzy publicznych
Analiza finansowa przygotowana przez Grant Thornton pokazuje, że w latach 2021–2024 Śląsk Wrocław funkcjonował w modelu systemowego deficytu, w którym koszty – zwłaszcza osobowe – przekraczały możliwości generowania przychodów, a stabilność klubu była uzależniona od regularnych dopłat miasta i spółek komunalnych. Dane są jednoznaczne: w szczytowym momencie wydatki na wynagrodzenia sięgnęły 135 proc. przychodów, a łączne wsparcie publiczne w cztery lata zbliżyło się do 100 milionów złotych.
Raport, który nie powinien zaskakiwać
Dokument przygotowany przez Grant Thornton to finansowe due diligence obejmujące lata 2021–2024. Nie jest to publicystyczna ocena, lecz analiza oparta na sprawozdaniach finansowych, strukturze przychodów, kosztów oraz transakcjach z podmiotami powiązanymi. Wnioski są jednak na tyle poważne, że trudno przejść obok nich obojętnie. Z raportu wynika, że model funkcjonowania klubu był strukturalnie nierentowny, a jego kontynuacja wymagała stałego zasilania kapitałowego przez właściciela – Gminę Wrocław – oraz miejskie spółki. To nie był pojedynczy kryzysowy sezon, lecz utrwalony sposób działania.
Koszty personelu wyższe niż przychody
Najbardziej alarmującym wskaźnikiem jest relacja kosztów personelu do przychodów ze sprzedaży. W 2021 roku wynosiła ona 90 proc., w 2022 roku wzrosła do 135 proc., w 2023 roku wyniosła 124 proc., by w 2024 roku spaść do 82 proc. Oznacza to, że w latach 2022–2023 przychody klubu nie pokrywały nawet kosztów zatrudnienia. Innymi słowy, zanim zapłacono za stadion, logistykę, administrację czy inne zobowiązania, budżet był już pod kreską. Taka sytuacja nie jest efektem jednorazowego potknięcia, lecz dowodem na brak dostosowania struktury kosztowej do realnych możliwości przychodowych. Jeśli koszty wynagrodzeń przekraczają 100 proc. przychodów, mamy do czynienia z problemem systemowym, a nie sezonowym.
Administracja i brak pełnych danych
Raport zwraca uwagę na wzrost kosztów innych umów niż zawodnicze. Jednocześnie spółka nie udostępniła szczegółowych danych dotyczących struktury zatrudnienia w analizowanym okresie, co uniemożliwiło jednoznaczne ustalenie, czy wzrost kosztów wynikał z większej liczby etatów, czy z podwyżek wynagrodzeń. Wiadomo jedynie, że na koniec 2024 roku zatrudnienie wynosiło 44 osoby, czyli o trzy więcej niż rok wcześniej. Brak przejrzystości w tej części utrudnia pełną ocenę, czy proporcje między wydatkami administracyjnymi a bezpośrednimi kosztami drużyny były racjonalne. Jeśli koszty administracyjne rosną szybciej niż przychody i jednocześnie nie idą za tym wyraźne sukcesy sportowe, pojawia się pytanie o efektywność zarządzania.
Miliony z miejskiej kasy
W latach 2021–2024 Miasto Wrocław dokapitalizowało klub kwotami: 13 mln zł w 2021 roku, 13 mln zł w 2022 roku, 17 mln zł w 2023 roku oraz 32,5 mln zł w 2024 roku. Łącznie daje to 75,5 mln zł podwyższenia kapitału. To jednak nie wszystko. Oprócz tego miejskie spółki kupowały od klubu usługi reklamowe i sponsoringowe. W całym analizowanym okresie przyniosło to łącznie 21 mln zł przychodów. W praktyce oznacza to, że w ciągu czterech lat do klubu trafiło blisko 100 mln zł środków publicznych. Największymi kontrahentami w tej grupie były m.in. Port Lotniczy Wrocław, MPWiK, Stadion Wrocław, Wrocławski Park Wodny oraz Zoo Wrocław. Skala wsparcia pokazuje, że bez udziału miejskich podmiotów model finansowy klubu nie byłby w stanie się utrzymać.
System powiązań finansowych
Raport identyfikuje rozbudowaną sieć transakcji z podmiotami powiązanymi z samorządem. Po stronie przychodów były to głównie usługi reklamowe i sponsoringowe kupowane przez spółki miejskie. Po stronie kosztów klub ponosił wydatki związane z najmem stadionu oraz obiektów treningowych należących do podmiotów komunalnych. Taki układ oznacza, że Śląsk funkcjonował w systemie wzajemnych zależności finansowych z miastem. Nie jest to sytuacja wyjątkowa w polskim futbolu, jednak skala zaangażowania publicznych środków w połączeniu z chroniczną nierentownością rodzi pytania o efektywność nadzoru właścicielskiego.
Decyzje bez pełnej informacji
Szczególnie kontrowersyjny jest fakt, że radni podejmowali decyzję o przekazaniu kolejnych 30 mln zł bez możliwości zapoznania się z pełnym opracowaniem finansowym. O ile można zakładać, że decyzja polityczna byłaby podobna, o tyle jakość debaty publicznej mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Mieszkańcy mieliby szansę ocenić, czy przedstawiany plan naprawczy rzeczywiście odpowiada na zidentyfikowane problemy, czy też jest jedynie deklaracją poprawy. W normalnych warunkach właściciel prywatny, zanim przekaże wielomilionowe wsparcie, oczekuje precyzyjnej analizy przyczyn deficytu i szczegółowego planu jego redukcji, z jasno określonymi wskaźnikami i scenariuszami alternatywnymi.
Nadzór i odpowiedzialność
Jeżeli w kluczowych momentach koszty wynagrodzeń wynosiły 135 proc. przychodów, trudno uznać, że był to wyłącznie błąd jednego zarządu. Taki poziom dysproporcji musiał być widoczny w dokumentach finansowych przedstawianych radzie nadzorczej i właścicielowi. Pojawia się więc pytanie o skuteczność nadzoru właścicielskiego i o to, czy zalecano działania naprawcze w odpowiednim czasie. Bez wyjaśnienia mechanizmów decyzyjnych trudno będzie odbudować zaufanie potencjalnych inwestorów i realnie myśleć o prywatyzacji klubu. Inwestor prywatny będzie oczekiwał jasnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego przez kilka lat akceptowano model, w którym koszty systematycznie przekraczały przychody.
Światełko w tunelu czy korekta księgowa
Rok 2024 przyniósł poprawę wskaźnika kosztów personelu do poziomu 82 proc. przychodów. Zarząd informuje także o redukcjach zatrudnienia wprowadzonych od 2025 roku, które – według deklaracji – nie wpłynęły istotnie na jakość funkcjonowania klubu. To sygnał, że podjęto próbę dostosowania kosztów do realnych możliwości finansowych. Pytanie jednak, czy jest to trwała zmiana modelu, czy jedynie korekta wymuszona rosnącą presją opinii publicznej i kontrolą instytucji zewnętrznych.
Co dalej ze Śląskiem
Nowy prezes stoi przed zadaniem znacznie wykraczającym poza bieżące zarządzanie drużyną. Konieczne będzie uporządkowanie relacji finansowych z miastem, zwiększenie przychodów komercyjnych, poprawa rentowności merchandisingu i sponsoringu oraz racjonalizacja kosztów stadionowych. Bez realnego programu naprawczego, opartego na dokumentach źródłowych i twardych wskaźnikach, każda kolejna transza publicznych środków będzie jedynie odraczaniem problemu. Raport Grant Thornton pokazuje, że w latach 2021–2024 Śląsk Wrocław funkcjonował w modelu, który trudno uznać za zrównoważony. Odpowiedź na pytanie, czy był to etap przejściowy, czy utrwalony system, zdecyduje o przyszłości klubu i o tym, czy wrocławianie nadal będą finansować jego działalność na dotychczasową skalę.
Śląsk nad przepaścią? Prawda, której wciąż nie poznaliśmy
Radni pod presją czasu, miliony bez planu i pytania bez odpowiedzi. Podczas sesji Rady Miejskiej Wrocławia 22 stycznia 2026 roku jednym z najważniejszych tematów była sytuacja finansowa Śląska Wrocław. Klub – formalnie spółka komunalna – według przedstawionej narracji „stoi na skraju przepaści”, a jedyną alternatywą ma być natychmiastowe dokapitalizowanie kwotą 30 milionów złotych. Radny Piotr Uhle w swoim wystąpieniu zakwestionował jednak zarówno tryb procedowania uchwały, jak i brak rzetelnych informacji, które pozwoliłyby radnym podjąć odpowiedzialną decyzję. Jego wystąpienie było nie tylko krytyką konkretnej propozycji finansowej, lecz także diagnozą wieloletniego modelu zarządzania klubem.
„Doktryna szoku” zamiast rzetelnej debaty
Już na początku wystąpienia radny zwrócił uwagę na sposób wprowadzenia projektu uchwały do porządku obrad. – Ogłoszono nam, że Śląsk Wrocław, klub piłkarski stoi na skraju przepaści. Natomiast receptą, którą nam się tutaj proponuje, to energiczny krok naprzód – mówił. W jego ocenie sytuacja została przedstawiona w sposób skrajny: albo natychmiastowe przekazanie 30 milionów złotych, albo upadek klubu. Taki wybór – jak sugerował – może być fałszywą alternatywą. – Chodzi o postawienie nas wszystkich w sytuacji nagłej i pilnej potrzeby, w sytuacji kryzysowej, w sytuacji szoku – podkreślał.
Radny użył nawet określenia „doktryna szoku”, wskazując, że w takich warunkach łatwiej przeforsować decyzje, na które w spokojnej, merytorycznej debacie nie byłoby zgody. – Bo czy alternatywa, poprzeć trzydzieści milionów albo upadek już klubu jest prawdziwa? – pytał.
Pieniądze publiczne, ale ograniczony wgląd
W centrum argumentacji znalazła się kwestia przejrzystości finansowej. Śląsk Wrocław jest spółką komunalną, a więc – mimo że działa w obszarze profesjonalnego sportu – opiera się na publicznych środkach. – To nie jest tak, że te pieniądze, które przekazujemy z pieniędzy publicznych do spółki, której właścicielem jest podmiot publiczny, one nagle stają się prywatne. Powinniśmy mieć wgląd do tego, w jaki sposób te pieniądze są wydatkowane – podkreślał radny.
Z wystąpienia wyłania się obraz wieloletniego sporu o dostęp do dokumentów. Komisja rewizyjna – jak wskazywał – nie otrzymuje pełnych materiałów źródłowych. Wnioski radnych o udostępnienie dokumentów związanych z procesem prywatyzacji miały być przeciągane. – Czy spółka podejmuje grę na zwłokę w tym zakresie? – pytał retorycznie. Kluczowym problemem pozostaje brak opublikowanego audytu, który miał wyjaśnić realną sytuację finansową klubu. – Nie zostały opublikowane wyniki audytu, który był obiecywany. Nie dopuszczano nas do dokumentów. Dlaczego? – mówił.
170 milionów i „dzień świstaka”
W szerszym kontekście radny przypomniał, że w czasie rządów obecnych władz miasta do Śląska Wrocław trafiło około 170 milionów złotych. Mimo to klub ponownie znalazł się w kryzysie płynnościowym. – Mamy dzień świstaka. Po raz kolejny stałem przed decyzją, czy przekazać duże pieniądze – stwierdził. Przypomniał, że w sezonie zakończonym wicemistrzostwem łączne wsparcie miasta – wraz z pożyczkami – wyniosło 43 miliony złotych. Dziś mówimy o jeszcze większych kwotach. – Czy wiemy, na co te pieniądze zostaną przeznaczone? – pytał.
Prezentacja nowego prezesa – jak ocenił – miała charakter ogólny i nie odpowiadała na fundamentalne pytania o realny plan zwiększenia przychodów. – My nie wiemy, na czym polega ten plan naprawczy. My nie wiemy, na czym polega plan na zwiększenie przychodów – podkreślał.
Lekcja z Chorzowa
Radny odwołał się również do sytuacji w Chorzowie, gdzie finansowanie klubu przez miasto stało się przedmiotem postępowania prokuratorskiego. – Wiceprezydent musi chodzić na prokuraturę zeznawać, ponieważ pozostają postawione zarzuty dotyczące niegospodarności w związku z finansowaniem Ruchu Chorzów – mówił.
W jego ocenie kluczowym problemem w tamtej sprawie było podejmowanie decyzji bez pełnej wiedzy o sytuacji finansowej klubu. – Na czym polegała ta niegospodarność? Bo nie zapoznano się z realną sytuacją finansową klubu – podkreślał. To porównanie miało być ostrzeżeniem: radni, którzy głosują za przekazaniem kolejnych milionów, biorą na siebie osobistą odpowiedzialność.
Prywatyzacja – sprzedawać, gdy jest dobrze
Jednym z najmocniejszych fragmentów wystąpienia była metafora sprzedaży samochodu. Radny wskazał, że jeśli chce się uzyskać dobrą cenę, najpierw należy naprawić usterki i zadbać o przejrzystość. – Kiedy chcemy sprzedać samochód, to naprawiamy wszystkie usterki, polerujemy lakier, usuwamy wszystkie rysy i czyścimy brud z wnętrza – mówił. Tymczasem – jak sugerował – miasto próbowało sprzedawać klub dopiero wtedy, gdy sytuacja zaczęła się pogarszać. – Jak było dobrze, to było dobrze. Jak zaczęło się źle, no to wtedy sprzedajemy klub – podsumował.
W jego ocenie brak konsekwencji w procesie prywatyzacyjnym oraz niedostateczna transparentność odstraszają potencjalnych inwestorów.
Odpowiedzialność zamiast presji
Na zakończenie radny zaproponował inne podejście: najpierw dokładne określenie rzeczywistej luki płynnościowej, następnie czas na analizę dokumentów i dopiero potem decyzja o ewentualnym dokapitalizowaniu. – Chciałbym zaproponować, żebyśmy w tym momencie pochylili się jednak nad tym, ile realnie jest potrzebne pieniędzy, żeby utrzymać płynność. Z jakich przyczyn to wynika? – apelował.
Jego stanowisko było jednoznaczne. – W mojej opinii to, w jaki sposób to jest procedowane w tym momencie, nie gwarantuje nam tego, że mamy należytą wiedzę – podkreślił, ogłaszając negatywną opinię wobec projektu. Śląsk Wrocław jest dla wielu mieszkańców ważnym elementem tożsamości miasta. Jednak – jak wynika z wystąpienia – troska o klub nie może oznaczać rezygnacji z przejrzystości i odpowiedzialności. Bez pełnej wiedzy o finansach i realnego planu naprawczego każda kolejna decyzja o przekazaniu milionów złotych pozostanie decyzją podejmowaną w warunkach niepewności.



