Polska musi przejąć inicjatywę w relacjach z USA jako lider grupy B9
Po poniedziałkowej rozmowie telefonicznej Karola Nawrockiego z prezydentem USA naturalną konsekwencją musi być zacieśnienie współpracy transatlantyckiej. W ciągu najbliższych tygodni rozstrzygną się kwestie, które zdecydują o architekturze bezpieczeństwa naszej części Europy na kolejne dekady. Zegar tyka — w 2027 roku nowe władze wybiorą Francuzi, Hiszpanie i Włosi. To, co Polska wynegocjuje dziś, zadecyduje o tym, czy będziemy współkształtować nowy porządek kontynentu, czy znów zostaniemy jego przedmiotem.
TL;DR
Polska stoi przed historyczną szansą wyjścia z roli biorcy bezpieczeństwa i stania się jego architektem. Rozmowa Nawrockiego z Trumpem, zbliżający się szczyt B9 i możliwe spotkanie w Białym Domu tworzą okno możliwości, które może się zamknąć. W 2027 roku wybory we Francji, Hiszpanii, Włoszech i Polsce przetasują europejską mapę polityczną — kto dziś zajmie miejsce przy właściwym stole, wejdzie w tamten moment z zupełnie inną siłą przetargową.
Polska powinna być gotowa wynegocjować sześć rzeczy: formalną deklarację szczególnego partnerstwa z USA, stałe dowództwo NATO na swoim terytorium, infrastrukturalne zakotwiczenie wojsk amerykańskich jako alternatywy dla Ramstein, rolę pośrednika między Waszyngtonem a krajami nordyckimi w kwestii Arktyki i Golden Dome, ramy dla napływu amerykańskiego kapitału prywatnego jako przeciwwagi dla unijnej Unii Oszczędności i Inwestycji oraz gwarancje ciągłości dostaw LNG i amunicji do systemów Patriot i HIMARS mimo kryzysu w Cieśninie Ormuz.
Czas nagli. Rzeczywistość tworzą ci, którzy mniej mówią, a więcej robią.
Rzym, czwartek rano, Tusk i Rubio. Zbieg okoliczności?
Donald Tusk i Marco Rubio mają jutro umówione audiencje u papieża — Tusk o dziewiątej, Rubio o jedenastej trzydzieści. Dyplomacja ma to do siebie, że rzadko kiedy zdarzają się takie zbiegi okoliczności. Czy dojdzie do spotkania polskiego premiera z amerykańskim sekretarzem stanu? I co mogło sprawić, że akurat teraz, akurat w Rzymie, takie spotkanie staje się możliwe?
Smaczku dodaje fakt, że po poniedziałkowej rozmowie prezydenta Nawrockiego z Donaldem Trumpem naturalnym krokiem powinno być dążenie do spotkania pomiędzy głowami państw by usankcjonować szczególną rolę Polski jako lidera wschodniej flanki i wzorcowego sojusznika. Wiele wskazuje na to, że obie sprawy mogą być ze sobą powiązane.
Jeżeli przyszłotygodniowy szczyt B9 zakończy się sukcesem – relacje bezpieczeństwa na wschodzie kontynentu ulegnie głębokiej zmianie. Polska może mieć wobec Waszyngtonu silny mantat jako reprezentant nie tylko Polski, lecz całej wschodniej flanki wraz z krajami nordyckimi. Nie pozwólmy, by krajowe spory interpretacyjne i plemienne podziały przysłoniły nam to, czego ta sprawa może naprawdę dotyczyć.
Nadchodzi kluczowy rok 2027: Okno, które może się zamknąć

Warto spojrzeć na tę chwilę w szerszym horyzoncie. W 2027 roku odbędą się wybory parlamentarne w Polsce, we Francji, Hiszpanii i Włoszech — a więc w większości państw tworzących niedawno powołaną grupę E6. Wiele wskazuje na to, że rosnące szanse mają tam siły dziś będące w opozycji wobec establishmentu brukselskiego, choć do rozstrzygnięć jeszcze daleka droga.
Pytanie brzmi: czy legislacyjna i fiskalna ofensywa Unii Europejskiej — Unia Oszczędności i Inwestycji, unijne obligacje bezpieczeństwa, pogłębienie procesów federalizacyjnych — przyniesie efekty wystarczająco szybko, by nadać nowe życie siłom obecnego mainstreamu? A może to polityczna ofensywa Ameryki zmieni oblicze starego kontynentu, zanim Bruksela i Berlin zdążą odrobić straty?
Dla Polski odpowiedź na to pytanie ma znaczenie egzystencjalne. Jeśli za dwa lata mapa polityczna Europy Zachodniej przesunie się wyraźnie w prawo, dotychczasowy układ sił w Unii ulegnie głębokiej przebudowie. Polska, która dziś zajmie miejsce przy właściwym stole i zbuduje trwałe struktury współpracy z Waszyngtonem, wejdzie w tamten moment z zupełnie inną pozycją przetargową niż Polska, która przegapi obecne okno możliwości. Rzeczywistość tworzą przede wszystkim ci, którzy mniej mówią, a więcej robią.
Amerykański plan dla Europy Środkowo-Wschodniej
Dostępne informacje pozwalają na ostrożną, lecz konkretną hipotezę: Stany Zjednoczone przystąpiły do realizacji własnego planu geopolitycznego dla naszej części kontynentu. Oczywiście wiele faktów pozostaje i zapewne na zawsze pozostanie poza zasięgiem opinii publicznej. Jednak to, co widać, układa się w spójny obraz.
Amerykanie mogą dążyć do zbudowania silnego bloku regionalnego, z którym będą mogli współpracować bezpośrednio — z pominięciem powolnych i podzielonych instytucji zachodnioeuropejskich. Taki blok musiałby opierać się na czterech filarach:
- bezwarunkowych gwarancjach bezpieczeństwa zamykających się w relacji grupy B9+ i USA;
- pełnym zabezpieczeniu dostępu do surowców i kontroli kluczowych cieśnin — Duńskiej, Bosforu i Dardaneli oraz Gibraltaru;
- pogłębionej współpracy gospodarczo-technologicznej w energetyce jądrowej, magazynowaniu energii i autonomii obliczeniowej;
- oraz otwarciu regionu na inwestycje amerykańskiego kapitału prywatnego, co zmniejsza zależność od słabnących gospodarek Europy Zachodniej i wyrównuje ryzyko inwestycyjne między partnerami.
Jeśli ta hipoteza jest choćby częściowo trafna, przed dyplomatami z Kancelarii Prezydenta i Kancelarii Premiera stoją zadania o historycznej wadze. Ze względu na to, że lepsze relacje z Białym Domem ma w naturalny sposób Nawrocki to jego rola będzie w tej układance kluczowa.
Sześć priorytetów dla Nawrockiego w relacjach z USA
I Deklaracja o szczególnym partnerstwie strategicznym.
Polska aspiruje do roli wzorcowego sojusznika Stanów Zjednoczonych, jednak sama aspiracja nie wystarczy — potrzebne jest jej formalne potwierdzenie. Wspólna deklaracja o szczególnej współpracy dwustronnej powinna mieć charakter instytucjonalny, niezależny od zmiennych cykli wyborczych po obu stronach Atlantyku, i stanowić punkt odniesienia dla wszystkich dalszych uzgodnień.
II Stałe dowództwo wschodniej flanki.
Polityczne poparcie Waszyngtonu dla utworzenia wysuniętego dowództwa NATO na terytorium Polski byłoby potwierdzeniem trwałego przesunięcia centrum ciężkości Sojuszu na wschód. Grupa B9+ wyposażona w sprzęt, potencjał nuklearny i dane wywiadowcze ze strony USA może stać się samowystarczalną fortecą — niemożliwą do zlekceważenia ani spenetrowania przez jakąkolwiek nieprzyjazną siłę. Jeżeli sytuacja na to pozwoli sprawę należy włączyć do agendy planowanego na lipiec szczytu NATO w Ankarze.
III Utrwalenie i rozszerzenie obecności wojskowej USA w Polsce.
Dotychczasowe polityczne gwarancje obecności wojsk amerykańskich muszą zostać przekształcone w konkretne zobowiązania infrastrukturalne. Celem jest stworzenie polskiej alternatywy dla bazy Ramstein — w Krzesinach lub innej lokalizacji o odpowiedniej głębokości strategicznej, takiej jak Żagań czy Świętoszów. Negocjacje zainicjowane przez szefa BBN i sekretarza obrony Hegsetha po wizycie wrześniowej wymagają zamknięcia podpisanym porozumieniem.
IV Integracja nordycka i Grenlandia — Polska jako pośrednik.
Polska powinna aktywnie włączyć się w trwające negocjacje dotyczące przyszłości Grenlandii i Arktyki — nie w kwestii suwerenności, która pozostaje wyłączną sprawą Danii i Grenlandczyków — lecz w wymiarze czysto funkcjonalnym. Chodzi o interoperacyjność budowanej wschodniej tarczy antyrakietowej i antydronowej z amerykańskim systemem Golden Dome oraz pogłębienie współpracy w formacie B9+N4. Celem strategicznym jest stworzenie spójnego łuku obronnego od Arktyki po Morze Czarne, którego Polska byłaby architektonicznym środkiem ciężkości.
V Kapitał prywatny jako narzędzie suwerenności — polityka „Security Alpha”.
Należy stworzyć ramy prawne i polityczne dla napływu amerykańskiego kapitału prywatnego do sektorów budujących suwerenność regionu: logistyki, energetyki jądrowej, magazynowania energii, produkcji zbrojeniowej, kompetencji kosmicznych i kluczowych gałęzi przemysłu. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie powinna pełnić rolę regionalnego centrum finansowania tych inwestycji. Priorytet ten ma też wymiar defensywny: projektowana Unia Oszczędności i Inwestycji może skutkować odpływem kapitału z rynków Europy Środkowo-Wschodniej i ich stopniową marginalizacją — zaangażowanie kapitału amerykańskiego może stanowić dla tego ryzyka skuteczną przeciwwagę.
VI Zabezpieczenie łańcuchów dostaw energii i uzbrojenia.
Kryzys w Cieśninie Ormuz i napięcia w rejonie Zatoki Perskiej stwarzają realne ryzyko opóźnień w dostawach skroplonego gazu ziemnego oraz amunicji i pocisków do systemów Patriot i HIMARS. Tam, gdzie dotrzymanie uzgodnionych harmonogramów okaże się niemożliwe, Polska powinna wynegocjować priorytetowy status dostaw lub ekwiwalent w postaci transferu technologii i bezpośrednich inwestycji amerykańskich w krajowe zdolności produkcyjne i serwisowe — by długoterminowo uniezależnić się od zewnętrznych zakłóceń logistycznych.
Oczywiście strategia ta obarczona jest ryzykiem. Amerykańska polityka zagraniczna nie jest wolna od wewnętrznych podziałów, a część elit USA może w przyszłości preferować ograniczenie kosztów obecności wojskowej w Europie. Dlatego tym bardziej istotne jest, by wzmacniać instytucje i przenieść relacje transatlantyckie na poziom, który trudno będzie zdeprecjonować następnym ekipom.
Polska przy właściwym stole
Historia zbyt wiele razy pokazała nam, co się dzieje, gdy wielkie mocarstwa rozstrzygają o losach Europy Środkowej bez jej udziału. Dziś mamy rzadką szansę, by nie tylko być przy stole, ale współkształtować to, co na nim zostanie zapisane. Okno jest otwarte. Pytanie, czy nasze elity polityczne będą gotowe, by z niego skorzystać.

