Reforma osiedli: Projekt wycofany, pytania bez odpowiedzi
Reforma osiedli w TVP3: Projekt wycofany, pytania bez odpowiedzi
Wrocławska TVP3 przyjrzała się zamieszaniu wokół projektu reformy osiedli - propozycji, która zniknęła z agendy Rady Miejskiej zaledwie po dwóch dniach od publikacji. Sprawa ujawniła głębokie podziały wewnątrz Koalicji Obywatelskiej i rodzi poważne pytania o przyszłość samorządności na poziomie osiedlowym.
Koalicja wycofuje własny projekt
Projekt zakładał zmniejszenie liczby osiedli z 48 do 22 oraz istotne zmiany w ich relacjach z Urzędem Miejskim. Choć autorami byli radni Koalicji Obywatelskiej, klub odmówił poparcia własnej propozycji. Szczególne kontrowersje wzbudził zapis umożliwiający radnym osiedlowym łączenie się w kluby - na wzór radnych miejskich. W materiale TVP3 głos zabrał Piotr Uhle, który wskazał na ryzyko upolitycznienia osiedli. - Ten projekt wprowadzał cały szereg zapisów, które mogłyby skutkować upolitycznieniem osiedli, sankcjonując funkcjonowanie klubów, a przy takich dużych organizacjach to być może nawet i upartyjnienie - zaznaczył radny.
Uhle podkreślał, że projekt w obecnym kształcie stanowił zagrożenie dla niezależności i sprawności działania rad osiedlowych - instytucji, które z założenia mają być wolne od partyjnych zależności.
Opozycja mówi o niezręczności
Sytuację ostro skomentowali przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, oceniając ją jako co najmniej niezręczną. Radny PiS wyraził wprost niezrozumienie dla faktu, że projekt trafił do publicznej wiadomości, by po niecałych dwóch dniach zostać zdjętym z agendy bez dalszego procedowania. Klub KO zapowiedział przygotowanie alternatywnego projektu i rozpoczęcie prac przygotowawczych w najbliższym czasie - kiedy i w jakiej formie, pozostaje jednak otwarte.
Pytania bez odpowiedzi
Szczegółowej analizy projektu dokonało stowarzyszenie SOS Wrocław - swoje uwagi opublikowało na stronie soswroclaw.pl. Niewyjaśniona pozostaje też sprawa umowy na 48 tysięcy złotych, której przedmiot pokrywa się z treścią wycofanej uchwały. Pytanie czy wyrzucona po dwóch dniach do kosza uchwała była naprawdę warta takie pieniądze oraz czy gospodarne było jej zlecanie na zewnątrz urzędu wciąż czeka na odpowiedź ze strony władz Wrocławia - i na razie nikt tej odpowiedzi nie udzielił.
fot. Fakty TVP3 Wrocław
Obietnice KO bez pokrycia. Osiedla zostały same
Obietnice KO bez pokrycia. Osiedla zostały same
Rada Miejska Wrocławia odrzuciła w drugim czytaniu projekt uchwały wprowadzającej Fundusz Infrastruktury Osiedlowej. Za przyjęciem zagłosowało dziewięcioro radnych, przeciw – siedemnaścioro. Wśród głosujących „przeciw" znaleźli się ci, którzy jeszcze rok temu deklarowali poparcie dla idei wzmocnienia osiedli, a Koalicja Obywatelska – mimo wyborczych obietnic z 2024 roku – pogrzebała własny postulat.
Druk numer 299/25 był prosty. Trzy paragrafy, pół strony tekstu, jedno zdanie istotne: corocznie, począwszy od 2026 roku, Prezydent Wrocławia ma zapewnić osiedlom środki w wysokości nie mniejszej niż 0,5% wydatków budżetu miasta na doraźne, bieżące naprawy podstawowych elementów infrastruktury – chodników, lokalnych dróg, placów zabaw, ławek. Rzecz, o której wrocławscy aktywiści osiedlowi mówią od lat. Rzecz, którą Koalicja Obywatelska wpisała w swoją kampanię wyborczą w 2024 roku.
Stało się inaczej. 23 kwietnia 2026 roku, podczas głosowania numer 12, projekt uchwały został odrzucony stosunkiem głosów 9 do 17, przy 6 wstrzymujących się i 5 obecnych niegłosujących.
Co obiecywała Koalicja Obywatelska
Warto cofnąć się do kampanii samorządowej 2024. Kandydaci Koalicji Obywatelskiej zorganizowali wówczas konferencję prasową poświęconą wzmocnieniu rad osiedli. Jednym z kluczowych postulatów było „utworzenie funduszu, który zapewniłby pieniądze na drobne inwestycje, na przykład punktowe remonty chodników". Padła konkretna deklaracja: „Wzmocnimy fundusz osiedlowy, sprawimy, że będzie on realizowany na bieżąco" oraz „przeznaczymy na jego realizację pół procenta budżetu każdego roku".
Pół procenta. Dokładnie tyle, ile zapisano w odrzuconej właśnie uchwale 299/25.
Kandydaci mówili wtedy także, że osiedla „mają być wysłuchane", że nie wystarczy informować rad osiedli „post factum", że należy zwiększyć ich wpływ na decyzje. Mówili o reformie jednostek pomocniczych, o parlamentarnym zespole, o systemowych zmianach. Mówili dużo i pięknie.
Półtora roku później, mając okazję spełnić obietnicę jednym podniesieniem ręki, większość Koalicji Obywatelskiej zagłosowała przeciw.
Siedem minut Sławomira Czerwińskiego
Najbardziej spektakularnym elementem sesji było siedmiominutowe wystąpienie radnego Sławomira Czerwińskiego, który w imieniu klubu uzasadniał negatywną opinię. Wystąpienie, które – ujmując rzecz najłagodniej – nie zawierało merytorycznego argumentu uzasadniającego odrzucenie pomysłu, lecz raczej rozbudowaną listę powodów, dla których tego pomysłu na razie zrealizować się nie da.
Czerwiński mówił o „silniku, który byłby w stanie ten program partycypacyjny obsłużyć", tłumaczył, że „brakuje po prostu kadr", przywoływał trudności lokalowe ZDiUM-u: „lokalizacja, jeżeli chodzi o siedzibę ZDiUM-u, wymaga zmiany". Ostrzegał przed „dublowaniem istniejących kompetencji" i „rozproszeniem zarządzania infrastrukturą". Zapewniał, że „trwają prace odnośnie kompleksowej reformy rad osiedli". I konkludował: „warto poczekać na zaprezentowanie koncepcji całościowej reformy".
Warto poczekać. Ulubione słowa polityka, który nie chce powiedzieć „nie", ale na pewno nie powie „tak".
Problem polega na tym, że ten sam radny rok wcześniej, na XV sesji Rady Miejskiej Wrocławia 20 marca 2025 roku, składał zupełnie inne deklaracje. „Deklaruję to, że będziemy co kwartał pytać się Departamentu Spraw Społecznych, jak wygląda przygotowanie i czy trwają prace nad niniejszą inicjatywą" – mówił wtedy. Mówił także, że dyskusja z osiedlami ma być „otwarta i oparta na dialogu i pełnej odpowiedzialności". Rok później pełna odpowiedzialność wyglądała tak, że nie powstała żadna rekomendacja, żadna poprawka, żadna alternatywna propozycja. Tylko siedem minut o tym, dlaczego się nie da.
Lista nazwisk
Warto je wymienić, bo demokracja lokalna polega także na pamięci. Przeciw uchwale, która miała zrealizować ich własne deklaracje, zagłosowali między innymi: Izabela Duchnowska, Sławomir Czerwiński, Robert Suligowski, Robert Leszczyński, Sebastian Lorenc.
Izabela Duchnowska rok wcześniej tłumaczyła odesłanie projektu do drugiego czytania jako akt dobrej woli: „odesłanie do drugiego czytania tej inicjatywy jest właśnie otwarciem do rozmowy. Jest czasem na dobre przygotowanie tej uchwały. (...) jest uratowaniem tej inicjatywy". Rok mijał, a drugie czytanie okazało się nie ratunkiem, lecz egzekucją.
Trzy komisje – Osiedli, Partycypacji, Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego; Budżetu, Finansów i Inwestycji; Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej – wydały opinie negatywne. Mechanizm został uruchomiony konsekwentnie.
Wystąpienie Piotra Uhle
Najmocniejszą reakcję na sesji wygłosił radny Piotr Uhle. Jego wystąpienie nie było długie, ale celne. Uhle nie mówił o paragrafach ani o ZDiUM-ie. Mówił o wartościach, o wiarygodności i o czymś, co w polityce lokalnej znaczy więcej niż pojedyncze głosowanie – o słowie.
„Przez ostatnich wiele lat, przez najważniejsze czynniki w tym mieście, przez najważniejsze organizacje społeczne w tym mieście i przede wszystkim przez największe organizacje polityczne w tym mieście obiecywane było zwiększenie kompetencji również w zakresie funduszu na inwestycje osiedlowe" – zaczął.
Następnie odniósł się wprost do siedmiu minut Czerwińskiego: „Moje głębokie rozczarowanie budzi fakt, że osoby, które wprost w cały proces powinny być zaangażowane przez siedem minut, miały do powiedzenia dokładnie nic. Właściwie tylko i wyłącznie nawijanie makaronu na uszy zamiast odniesienia się do rzeczywistości".
Sednem wystąpienia była jednak diagnoza dotycząca samej Rady jako instytucji. Uhle wskazał, że problemem nie jest pojedyncze odrzucenie projektu, lecz sposób, w jaki większość traktuje własne deklaracje: „Większość, która podejmuje decyzje z konkretną intencją, podejmuje decyzję o tym, że potrzebujemy trochę więcej czasu na analizy, na dyskusje i która potem nie dotrzymuje tego słowa, jest większością, która traci swoją wiarygodność. Jest większością, z którą nikt potem nie będzie chciał w ogóle rozmawiać, bo będzie wiedział, że spełnia swoje obietnice tylko wtedy, kiedy to się opłaca".
I apel końcowy: „Jeżeli nie byliśmy w stanie jako rada, szczególnie osoby, które miały prowadzić te sprawy, poświęcić czasu na to, żeby przygotować jakieś rekomendacje, zmiany, poprawki, opinie, cokolwiek, to pokażmy, że mamy ten cień odpowiedzialności".
Cień odpowiedzialności nie został pokazany.
Co dalej
Wrocławskie Forum Osiedlowe, które od miesięcy konsekwentnie monitorowało losy projektu, podsumowało sesję krótko: „Kiedy słowo nic nie znaczy". Aktywiści przypominali wcześniejsze deklaracje radnych, zapraszali na komisje, dokumentowali kolejne etapy. Wynik głosowania 9 do 17 jest dla nich nie tylko porażką jednej uchwały, lecz dowodem, że obietnice składane podczas kampanii i zapewnienia powtarzane na sesjach mają się do realnych decyzji tak, jak teoria do praktyki.
Reforma rad osiedli ma być – jak zapewniał Czerwiński – „kompleksowa" i „całościowa". Na razie jest przede wszystkim odległa. A osiedla, które miały otrzymać narzędzie do drobnych, codziennych napraw chodników i ławek, otrzymały coś innego: lekcję, ile w polityce lokalnej kosztuje uwierzenie politykom na słowo.
Konsekwencja zamiast hipokryzji. Trzecie podejście do sprawy diet osiedlowych
Konsekwencja zamiast hipokryzji. Trzecie podejście do sprawy diet osiedlowych
Problem z dietami dla radnych osiedlowych nie dotyczy pieniędzy, lecz uczciwości debaty, konsekwencji w działaniu i realnego wsparcia dla lokalnej demokracji. Podczas sesji Rady Miejskiej Wrocławia 22 stycznia 2026 roku radny Piotr Uhle zwrócił uwagę na hipokryzję koalicji w sprawie regulacji wysokości diet radnych osiedlowych.
Po raz trzeci Rada Miejska Wrocławia procedowała projekt uchwały regulujący wysokość diet radnych osiedlowych. Sprawa wraca regularnie – nie dlatego, że jest źle przygotowana, lecz dlatego, że zmieniają się polityczne stanowiska części radnych. Jak zaznaczył Piotr Uhle podczas swojego wystąpienia, „po raz trzeci ta rada będzie pochylała się nad bardzo podobnym projektem uchwały regulującym wysokość diet”.
Pierwsza inicjatywa wyszła bezpośrednio ze środowiska osiedlowego. Następnie – w wyniku zobowiązania podjętego m.in. przez Piotra Uhle – projekt został zgłoszony przez klub radnych, w identycznej treści jak pierwotna propozycja osiedlowców. Dziś Rada mierzy się z nim po raz trzeci. W międzyczasie minęły lata, zmieniły się realia ekonomiczne, wzrosły koszty życia, ale – jak zauważył radny – zmienił się również „punkt siedzenia” niektórych osób uczestniczących w debacie.
Punkt siedzenia wpływa na punkt widzenia
W swoim wystąpieniu Piotr Uhle zwrócił uwagę na niespójność argumentów przeciwników projektu. Wszyscy deklaratywnie zgadzają się, że system wymaga zmian. Jednak część radnych uzależnia dziś swoje poparcie od spełnienia dodatkowych warunków, które wcześniej nie były podnoszone.
Jak ironicznie zauważył, „bardzo ubawiłem się słuchając o tym, że reforma musi być przeprowadzona całościowo. Chwilę po tym, kiedy kolanem próbowano nam wepchnąć częściową, cząstkową reformę dotyczącą granic osiedli”. Wówczas – jak przypomniał – nie przeszkadzało nikomu etapowe wprowadzanie zmian. Dziś ten sam argument ma służyć blokowaniu regulacji.
Zdaniem radnego część wypowiedzi ma charakter racjonalizowania własnej zmiany stanowiska, a momentami ociera się o hipokryzję. Spór nie dotyczy bowiem samej potrzeby korekty – ta jest powszechnie uznawana – lecz politycznej gotowości do jej przeprowadzenia.
Dieta to zwrot kosztów, nie wynagrodzenie
Jednym z kluczowych wątków wystąpienia było uporządkowanie pojęć. W debacie padło stwierdzenie, że dieta nie jest wynagrodzeniem za pracę – i z tym Piotr Uhle się zgodził. Jak podkreślił, „dieta to nie jest wynagrodzenie za pracę i to nie jest tak, że płacimy za jakąś pracę. My zwracamy po prostu za koszty, które ktoś albo poniósł, bądź nie uzyskał w związku z tym, że poświęcał swój prywatny czas na działalność o charakterze społecznym”.
Radni osiedlowi to osoby działające społecznie. Reprezentują mieszkańców, interweniują w sprawach lokalnych, współpracują z jednostkami miejskimi, organizują konsultacje i inicjatywy oddolne. Nie są etatowymi politykami. Diety mają charakter rekompensaty kosztów – utraconego czasu, poniesionych wydatków, zaangażowania, które w warunkach rosnących cen staje się coraz trudniejsze.
W ostatnich latach znacząco zmieniły się realia ekonomiczne. Inflacja i wzrost kosztów życia są faktami, które dotykają wszystkich mieszkańców, także radnych osiedlowych. Utrzymywanie stawek na niezmienionym poziomie oznacza w praktyce ich realne obniżenie.
Spektakularne „pivoty” w debacie
Piotr Uhle zwrócił również uwagę na wyraźną zmianę stanowiska części radnych. Jak powiedział podczas sesji, „setnie ubawiłem się patrząc na to, jak niektórzy wykonali taki spektakularny pivot dotyczący tego, co obiecywali swoim wyborcom”. Osoby, które wcześniej były rzecznikami wzmacniania roli osiedli, dziś występują jako zdecydowani krytycy proponowanych rozwiązań.
W ocenie radnego problemem nie jest sama różnica zdań – ta jest naturalnym elementem demokracji – lecz brak konsekwencji. Trudno bowiem przekonywać mieszkańców o potrzebie silnych, sprawczych osiedli, jednocześnie odmawiając im minimalnych narzędzi organizacyjnych i finansowych.
Fundusz osiedlowy jako pierwszy postulat
W swoim wystąpieniu Piotr Uhle przypomniał, że środowisko osiedlowe nie rozpoczęło swoich działań od postulatu zwiększenia diet. Pierwszym krokiem był wniosek o utworzenie funduszu osiedlowego – mechanizmu wzmacniającego realną sprawczość rad osiedli. Dopiero później pojawiła się kwestia dostosowania diet do aktualnych warunków.
Jak podkreślił, „wnioskodawca nie przyszedł tutaj z wnioskiem jako pierwszym: dajcie nam kasy. Jako pierwszym był wniosek o fundusz osiedlowy”. W jego ocenie świadczy to o systemowym podejściu do wzmacniania samorządności, a nie o doraźnym zabieganiu o środki finansowe.
Radny zaznaczył również, że w idealnym modelu każda zmiana powinna być szeroko konsultowana. Jednak standardy te muszą być stosowane konsekwentnie wobec wszystkich decyzji finansowych podejmowanych przez Radę.
30 milionów bez konsultacji
Podczas tej samej sesji Rada Miejska miała głosować przekazanie 30 milionów złotych na rzecz klubu piłkarskiego Śląsk Wrocław. Decyzja ta – jak wskazał Piotr Uhle – została wprowadzona bez szerokich konsultacji społecznych.
„My zaraz będziemy głosowali 30 baniek na Śląsk Wrocław. Zrobione wrzutką, bez najmniejszej konsultacji” – mówił podczas obrad. W jego ocenie zestawienie tych dwóch spraw pokazuje wyraźną nierówność standardów debaty. Przy wielomilionowych decyzjach nie pojawiają się argumenty o konieczności całościowej reformy czy wieloetapowych analiz. Przy relatywnie niewielkiej korekcie diet – już tak.
Nie chodzi o przeciwstawianie sobie różnych obszarów wydatków, lecz o proporcje i spójność argumentacji.
Spór o diety to spór o jakość demokracji
Zdaniem Piotra Uhle dyskusja o dietach radnych osiedlowych nie jest sporem o pieniądze, lecz o jakość lokalnej demokracji. Jeżeli miasto chce budować silne, kompetentne rady osiedli, musi stworzyć im minimalne warunki funkcjonowania. W przeciwnym razie działalność społeczna stanie się dostępna wyłącznie dla tych, których na nią stać.
Radny podkreślił, że nie chodzi o tworzenie przywilejów, lecz o elementarną uczciwość wobec osób, które poświęcają swój prywatny czas na rzecz wspólnot lokalnych. Konsekwencja, przejrzystość i równe standardy w podejmowaniu decyzji to fundament zaufania do samorządu.
Trzecie podejście do tej samej uchwały pokazuje, że problem nie leży w treści projektu. Leży w gotowości do podjęcia odpowiedzialnej decyzji. W ocenie Piotra Uhle Wrocław potrzebuje dziś nie politycznych uników, lecz konsekwentnego wzmacniania swoich lokalnych wspólnot – bo to one są podstawą silnego samorządu.



